poniedziałek, 15 marca 2010

blue in bru

Gdybym miała mieszkać gdzieś indziej, to chyba właśnie tu. Bo właściwie mają tu wszystko, co trzeba i jak trzeba. Normalnie nawet ja nie mam się do czego przyczepić.

No może troszeczkę do faktu, że włączanie świateł mijania uznaje się tutaj za zbytek. Tak, w nocy też. Bo przecież wszystkie drogi to autostrady, a wszystkie autostrady są jasno oświetlone - więc o co cho? Ale wyhamowałam jakoś, więc luz.

Po pierwsze - jedzenie mają tu bez zarzutu. Zwłaszcza owoce morza. I czekoladę. I wafle. Już nawet mogę im wybaczyć ten majonez wszędzie. Alkohole też niezgorsze. Jak wiadomo, jest to warunek konieczny rozbudzenia mojej miłości do miejsca, a często również i wystarczający. Ale to nie wszystko.

Po drugie - wszyscy są mili! Ja nie wiem, ale ktoś będzie żałował tych wszystkich uśmiechów jak przyjdzie do rachunku za korekcję zmarszczek mimicznych. Chyba że chirurgia plastyczna jest tu objęta pakietem świadczeń podstawowych? Muszę sprawdzić, bo jeśli tak, to bez zbędnych ceregieli wchodzę w to na pełnej.

Po trzecie - te ich drogi. OMG. Każdy odcinek drogi składa się w 96% z autostrady, więc średnia prędkość na całej trasie wynosi 118 km/h. Tak to nawet ja mogę podróżować.

Po czwarte - te ich okna od podłogi do sufitu, żadnych (tfu!) firanek, achh! Po co komu telewizor, jak wszyscy sąsiedzi takie mają?

Klimat też całkiem całkiem. Owszem, jest wiosna. Nie żebym się zbytnio ekscytowała tym faktem, ale dziś zostawiłam płaszcz w samochodzie oraz rozważałam przez moment brodzenie po kostki w fontannie. Z tym, że nie przesadzajmy, też mi atrakcja, wiosna! My też KIEDYŚ będziemy mieć wiosnę, tak? TAK??

Jak podsłuchałam przypadkowo po wylądowaniu komentarz jednego takiego współpasażera "niby tylko dwie godziny lotu, a pięćset lat różnicy w rozwoju cywilizacji". I choć polska moja dusza się buntuje, to trudno nie przyznać, że coś w tym jest.

Jest tylko jeden problem.

Daleko stąd do domu.

7 komentarzy:

  1. Ale za to zimy deszczowe, wietrzne i długie, bo przecież stanowią naturalne przedłużenie jesieni... My chociaż raz na te parę lat mamy złotą polską jesień, a oni nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym wiedziała, że się tam wybierasz, to bym zamówienie złożyła. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I jeszcze jedno - jakim samochodzie? ROWEREM!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rowerem, hłe, hłe. Wyjechałam na 3 dni, mam 18kg bagażu głównego i 7 podręcznego. I 1000km do przejechania. W sam raz na rower, co nie? ;)
    Zostaję do jutra, co byś chciała? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie nie chodzi o drogę "do" na rowerze. Ale "po" :) Wtedy dopiero jest fajnie. :)

    Ja bym chciała takie pyszne wafelki :)

    A jeżeli tam też dają "vla" (na dziale z jogurtami), to koniecznie spróbuj. Na deser.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, od dziś lubię Cię trochę mniej - za te wafelki! Zeżarłam już dwa.
    Zamówienie czeka na odbiór ;)

    OdpowiedzUsuń